Powrót

Trasa po górach na wschód od Tirany zakończyła naszą off-road’ową część wyprawy. Pozostało nam wracać do kraju. Pierwszy etap naszej podróży prowadził z Kruje do Kotoru, który stał się już stałym punktem naszych podróży. Zaraz po wyjeździe z Kruje Andrzej złapał śrubkę w tylną oponę swojego BMW. Na szczęście w takich sytuacjach naprawa bezdętkowych opon jest łatwa i szybka.

Kontynuowaliśmy naszą jazdę do Szkodry, gdzie zatrzymaliśmy się na ostatnie albańskie espresso. Michał, który jest autorem i wyznawcą tradycji spożywania espresso tam, gdzie się da ocenił, że podczas całej naszej podróży nie zdarzyło się aby dostał złą kawę. Wszystkie jakie zamówił i skonsumował, a było ich naprawdę sporo, były przyzwoite lub dobre.

Po przekroczeniu granicy z Czarnogórą skręciliśmy w lokalną drogę wzdłuż wschodniego brzegu jeziora Szkoderskiego. Piękne widoki ze zboczy gór okalających jezioro towarzyszyły nam do Virpazaru, gdzie zjedliśmy doskonałe spaghetti z karpiem z jeziora. Obiad troszkę nas rozleniwił i zdecydowaliśmy się na szybszy dojazd do Kotoru z pominięciem odwiedzanego już przez nas Lovcenu. Skierowaliśmy się na Budvę. Niestety na jednym z zakrętów drogi ze świeżo położonym i nadal tłustym asfaltem, Darek złapał uślizg przedniego koła i położył motocykl. Dopiero po powrocie do Polski, po wizycie u lekarze okazało się, że ta wywrotka zakończyła się załamaniem dwóch żeber. Nasza siła perswazji zaraz po wypadku i w ciągu kolejnych dni powrotu była jednak tak mocna, że Darek dał radę o własnych siłach powrócić do Polski prowadząc swój motocykl 🙂 Można powiedzieć, że był zdrowy do wizyty u lekarza.

Wieczór w Kotorze poświęciliśy konsumpcji owoców morza w restauracji La Scala Santa na starym mieście, gdzie „stołujemy” się, gdy jesteśmy w Kotorze.

 

Kolejne dwa dni można opisać słowami nuda i upał. Z uwagi na zapowiadanie fronty burzowe zdecydowaliśmy się na powrót przez Chorwację i Węgry. Ten wariant pozwalał nam uniknąć lub zminimalizować ilość burz na naszej drodze. Po porannym wyjeździe z Kotoru przeprawiliśmy się promem przez przpięną Kotorską Bokę i kontynuowaliśmy podróż w stronę Dubrownika. Wolna jazda wynagradzana była pięknymi widokami wybrzeża Adriatyku. Minęliśmy piękny Dubrownik i tempo naszej jazdy wzrosło. Gdy dotarliśmy do chorwackieh autostrady poprawiło się jeszcze bardziej. Szybsza jazda pozwalało choć odrobinę schłodzić się w otaczającym nas piekle. Temperatura powietrza dochodziła do 34 stopni, ale temperatura asfaltu zbliżała się do 50 ! Częste postoje nie dawały zbyt wiele ulgi, bo stacje benzynowe i parkingi przy autostradzie praktycznie nie mają zacienionych miejsc. Jeszcze przed Zagrzebiem złapała nas solidna burza, która szczęśliwie obniżyła temperaturę powietrza i schłodziła nas naprawdę solidnie. Niestety nie trwało to długo. Po minięciu Zagrzebia zaczął się wieczór i przyniósł trochę ulgi.  Około 22-giej udało nam się dotrzeć do Kesztely nad Balatonem na Węgrzech. Nadal było ciepło 😦 Pokonaliśmy 840 km, co uznaliśmy za doskonały wynik, biorąc pod uwagę terenowe i mocno już zużyte ogumienie naszych motocykli oraz ich nieprzystosowanie do podróżowania po autostradach.

Po noclegu w Kesztely rozpoczęliśmy ostatni dzień naszej podróży, który upłynął pod znakiem wysokich temperatur oraz awarii KTM-a, tracącego moc i gasnącego na wolnych obrotach. Resztkami sił dotarł on jednak do domu, podobnie jak wszyscy uczestnicy naszej wyprawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s