Wokół Mali e Dajti

Według wcześniejszych przymiarek to miała być najdłuższa trasa off-road podczas naszego pobytu. Plan zakładał trasę o długości 188 km. Po odbyciu pętli do jezior Lure wiedzieliśmy, ze to bardzo ambitne wyzwanie, choć z drugiej strony trasa miała być łatwiejsza. Ciepły poranek zapowiadał kolejny upalny dzień. Michał ruszył do Tirany poszukać śrub, które pogubił podczas wcześniejszych dni, a reszta grupy ruszyła poznanym już odcinkiem SH38 w kierunku Qafa Shtame poszukując odbicie na zaporę sztucznego jeziora Bovilla położonego nad miejscowością Zall Herr. Pierwsze kilometry szły nam dość drętwo, czuliśmy się jak ociosani z drewna. To już reguła, że rano jazda nie idzie, ale z każdą przejechaną godziną jest coraz lepiej. I tak było tym razem.

Po dotarciu do zapory skierowaliśmy się na wschód, wąwozem za zaporą poszukując lokalnych dróg omijających przedmieścia Tirany. W tym labiryncie wiejskich dróżek dotarliśmy do wzgórz zbudowanych z luźnych zlepieńców i piaskowców. Droga oznaczona na mapach google’a zamieniła się najpierw w wąską ścieżkę zarośniętą paprociami, by w końcu przeistoczyć się w wypłukany przez deszcze rów. Dalsza jazda nie wchodziła w rachubę. Andrzej i Darek ze swoimi ciężkimi maszynami zrezygnowali z dalszej jazdy. Andrzej (Starszy) i Alek zdecydowali, że kontynuują jazdę. Odezwał się też Michał, który kupił i zamontował części i chciał dołączyć do grupy. Umówiliśmy miejsce spotkania w Zall Bastar za Tiraną. Dotarliśmy tam z Alkiem dość sprawnie. Niestety Michał jadący do Zall Bastar z innego kierunku został złapany przez burzę i był zmuszony zawrócić. Również nas dopadł deszcz, ale na szczęście tylko na chwilę. Obawialiśmy się jednak, że nie upiecze się nam tak łatwo, bo nad dalszą trasą naszej wycieczki , wysoko w górach naszej wycieczki wisiały ciężkie chmury.

Z Zall Bastar ruszyliśmy do Bastar Murriz. Droga stawała się coraz trudniejsza, a za Bastar Murriz wymagała już sporego wysiłku. Po dotarciu do Xiber i zmianie kierunku jazdy na południowy droga stała się łatwiejsza, skończyły się podjazdy, a zaczęło trawersowanie zboczy w kierunku drogi SH54. Tempo jazdy wzrosło i mieliśmy nadzieję, że jeśli utrzyma się dalej to z dużym zapasem czasu dotrzemy do Kruje. Po dotarciu do SH54 jeszcze przyspieszyliśmy, praktycznie nie robiąc dłuższych przystanków, a kiedy pojawił się asfalt zdecydowaliśmy się na posiłek.

Po obiedzie w przydrożnej knajpce, przez przedmieścia Tirany wróciliśmy do Kruje na wieczór, podczas którego uroczyście zakończyliśmy offroad’ową część naszej wycieczki.

Tak wyglądałaby sucha relacja. Jednak mamy Alka, którego wspomnienia mają większą dynamikę 🙂

„Prognozy na ten dzień zapowiadały 100% opadów. Nie wiem jak to możliwe cały dzień jeździć po górach między chmurami i nie zaliczyć ani kropli deszczu. Reszta ekipy, która odłączyła się od nas nie miała tyle szczęścia – wniosek:  raz zaplanowaną trasą trzeba jechać do końca. Jak widać w tej dziedzinie Andrzej osiągnął absolutne mistrzostwo. Chociaż teraz trochę żal tego kawałka kanionu wyrzeźbionego w piaskowcu, który musieliśmy odpuścić.  Czułem, że czaiły się tam prawdziwe wyzwania.

Deszczyk, który skropił nasze bike’i przeczekaliśmy w lokalnym spożywczaku w Zall Bastar czekając na Michała i słuchając z uwagą ostrzeżeń tubylców przed kontynuacją podróży przez góry w taką pogodę – i to całkiem niezłą angielszczyzną  – im dłużej mówili tym bardziej chcieliśmy jechać 🙂 . Co ciekawe w spożywczaku było wszystko oprócz wody, bo wody tam nikt nie kupuje, najlepsza jest ze strumienia i dostaliśmy w gratisie dwie duże butelki zamrożonej górskiej wody. Przed Zall Bastar na dość stromym szutrowym, kamienistym zjeździe minęliśmy naukę jazdy – szok ! – porządny stary Mercedes ciągnął pod górę, że aż miło – nie jakaś tam Micra czy Clio 🙂

Cały czas jestem pod wrażeniem otwartości zwykłych ludzi, zwłaszcza na zupełnych pustkowiach, zawsze chętnie zagadają, pomogą i wskażą drogę.  Resztę trasy pokonywaliśmy we dwóch i chyba dlatego trochę zatraciliśmy się w gonitwie z ciekawości co jest za następnym zakrętem. Mam nadzieję, że część tych wspaniałych widoków będzie widać na filmie. Na koniec dnia najpiękniejszym widokiem była puszka zimnego piwa, którą podali mi koledzy zanim dałem radę zejść z motocykla. Dzięki!”

 

Szczegóły trasy znajdziecie pod tym linkiem.

Widok naszej trasy liczącej 174 km.

Mali i Dajti 2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s